Karmelkowy wywiad
Liliana Haduch, 20. lip, 2009, Kat.: Święta

Zmarznięci wbiegamy do ukochanej kawiarni w Gliwicach zwanej “Karmel”, w celu skonsumowania przepysznej herbaty z sokiem malinowym i gorącej czekolady. Spostrzegamy iż wszystkie stoliki są zajęte. Dosiadamy się więc do tego, przy którym siedzi starsza pani, zapatrzona w szybę. Wyraźnie wygląda na mocno zmęczoną i posiada potrzebę porozmawiania z kimś. Kiedy zaczynamy dyskusję na temat właśnie przeprowadzonych wywiadów dotyczących świąt Bożego Narodzenia przemiła pani ochoczo przyłącza się do rozmowy. Zaczyna snuć przepiękne opowieści o przeżytych świętach. Pani Maria jest matką piątki dzieci, które emigrowały do Niemiec, USA i Kanady. Jej mąż zmarł trzy lata temu. Po raz pierwszy od jego pogrzebu nie spędziła tych świąt sama, bowiem dwudziestoosobowa rodzina postanowiła w tym roku ją odwiedzić. Z emocjami opowiada, jak wspaniałych ma sąsiadów. Pan Kazio pochodzi ze Lwowa i co roku gotuje duże ilości kutii, które wymienia u Pani Marii na makówki. Tak też, oszczędzają sobie staruszki pracy, a mają na swoim stole duże ilości różnorodnych potraw. Pan Kazio jest bardzo szarmanckim siedemdziesięciolatkiem. Pożyczył babci Marysi także stół, aby tak duża rodzina pomieściła się podczas wspólnej wieczerzy wigilijnej. Wyczyścił także młot, który wedle tradycji musiał znaleźć się pod stołem. Pani Maria kultywuje też inne tradycje – w wigilię zachowuje post od mięsa. Jednak jej córka ze Stanów Zjednoczonych przygotowała na ten dzień indyka. Po długiej kłótni mięso zostało skonsumowane w pierwszy dzień świąt.
Nasza rozmówczyni z dumą opowiadała o swoich wnukach, które posługują się wieloma językami, chociaż polski znają coraz słabiej. Mimo to nauczyła je kilku polskich kolęd, z których dzieci najbardziej upodobały sobie “Pójdźmy wszyscy do stajenki”. Nie miały także problemów z “Cichą nocą”, gdyż znały melodię. Dzień przed wigilią rodzice pozwolili im bawić się do nocy, aby następnego dnia długo spały. Miało to pomóc w poście – w końcu czym później wstają, tym krócej muszą powstrzymać się od jedzenia.
Babcia była rozczarowana, gdyż miała ogromną nadzieję, że dzieci będą kleić ozdoby na choinkę, dlatego też kupiła ogromne ilości kleju i papieru kolorowego. Tymczasem, zgodnie z zachodnią tradycją, przywiozły one ze sobą duże ilości bombek, łańcuchów i migających lampek. Nie zabrakło jednak miejsca dla szydełkowanych aniołków, które babulka robiła przez ostatnie dwa miesiące. Pani Maria poza szydełkowaniem bardzo lubi także robić na drutach. Całą rodzinę obdarowała ciepłymi, wełnianymi i kolorowymi szalikami i czapkami. Jako dodatek dołączyła pomarańcze, które kojarzą się z ekskluzywnymi świętami. Sama otrzymała od rodziny bardziej wykwintne prezenty, między innymi telefon komórkowy, który z dumą nam zaprezentowała. Poprosiła jednak, abyśmy go uruchomili i wysłali smsy do wnucząt.
W pierwszy dzień świąt cała rodzina udała się na grób ojca, aby tradycyjnie podzielić się z nim karpiem. Położyli opłatek na mogile. Jeśli ptaki go podziobią, to śmierć przybędzie do rodziny w najbliższym roku. Pani Maria obawia się, gdyż następnego dnia znalazła tylko jego kawałek. Dlatego też siedzi często w kawiarni, spędzając miłe chwile z filiżanką kawy.
Babulka bierze oddech, aby kontynuować swoją opowieść, jednak w tym momencie zaczyna dzwonić jej szpanerska komórka, a my po cichu, nie chcąc jej przeszkadzać w rozmowie, uciekamy z kawiarni.
Kasia Wolanin, Sebastian Put








