Koleją do Gliwic
Liliana Haduch, 16. sie, 2009, Kat.: Komunikacja
Gdyby ktoś pokusił się o policzenie osób, które w ciągu doby odwiedzają gliwicki dworzec, z pewnością otrzymałby liczbę, której nie powstydziłby się największe miasta w Polsce – a może i Europie. Niestety, nie jest to spowodowane ani miłością gliwiczan do podróży pociągami, ani chęcią poznania szczegółów architektonicznych tego budynku.






A jest co poznawać.
Na skutek wojen śląskich Gliwice znalazły się w granicach państwa pruskiego. Chcąc połączyć Śląsk z Berlinem i resztą kraju, w 1845 roku ukończono rozpoczętą rok wcześniej budowę dworca kolejowego.
Jeden z największych węzłów kolejowych w Rzeszy na początku XX wieku obsługiwał pół tysiąca pociągów towarowych i kilkadziesiąt osobowych na dobę. Wobec rosnącej liczby podróżnych dotychczasowy budynek okazał się za mały i w 1925 roku do użytku oddano nowy gmach, bardzo nowoczesny i funkcjonalny.
Ten służy nam do dziś. Przez wszystkie lata swojego funkcjonowania był świadkiem ucieczki gliwiczan przed Sowietami w 1945 roku, uruchomienia pierwszej trakcji elektrycznej na linii Warszawa – Gliwice w 1957 roku albo pierwszego osiągnięcia przez pociąg prędkości 140 km/h na trasie tzw. Centralnej Magistrali Kolejowej.
A dziś stary dobry dworzec służy miejscowym bezdomnym, licznym kioskarzom oraz ludziom spragnionym krótszej drogi do centrum handlowego.
Podróżnym też służy, chociaż w piątkowy wieczór można odnieść zupełnie inne wrażenie.
Kasia Wolanin







