Tam u góry
Liliana Haduch, 27. lip, 2009, Kat.: Widok z góry
Dwieście czterdzieści osiem. Dwieście czterdzieści dziewięć. Dwieście pięćdziesiąt.
Ostatni schodek wieży kościoła pw. Wszystkich Świętych został pokonany. Jestem z siebie dumny. Pewnie dlatego, że jako wygodniś przyzwyczajony jestem do przejazdów windą. W kościołach jednak wind nie ma. To chyba dobrze dla moich nóg.
Muszę przyznać, że schodki, które przeszliśmy, nie okazały się schodkami straconymi. Niektóre strome, niektóre nie, jednak wszystkie prowadziły w to samo miejsce. Do góry. Widok, który zobaczyliśmy po wejściu na taras widokowy, był olśniewający. Z wysokości około 65 metrów widać było właściwie wszystko, co może być widoczne z wysokości 65 metrów. Wielkie zaciekawienie wzbudził we mnie widok Czantorii. Góry, na którą jeszcze tak niedawno wspinałem się, będąc święcie przekonany, że z Gliwic tego wzniesienia nie zauważę. A jednak, człowiek jest omylny. Zobaczyłem. W końcu ładna pogoda i kilkadziesiąt metrów nad ziemią robi swoje.
Tutaj średniowieczną atmosferę czuje się niesamowicie. Wąskie, kręte i strome schody sprawiające wrażenie, że prowadzą donikąd, nadają temu miejscu aurę tajemnicy i mistycyzmu. Mury kościoła są gotyckie, wyposażenie barokowe. Na kolumnach pozostałości po twórcach budowli, tzw. gmerki. Człowiek czuje, jakby żył 500 lat temu.
Jednak najpiękniejsze, co spotkało mnie już tam, u góry, to pewna świadomość. Świadomość, a raczej uczucie tego, że po raz pierwszy mogę ocenić to miasto obiektywnie. Określenie „spojrzeć na coś z góry” wydaje się tu aż nadzwyczaj adekwatne. Odległość ludzkiego palca dzieliła w moich oczach smutek od szczęścia, radość od gniewu, czy życie od śmierci. Katedra stała obok Ratusza, Neptun zadomowił się w Beskidzie Niskim. Opuszczone głowy spotykały się z uniesionymi w geście wiktorii rękami. Tutaj serca biją inaczej. Jakby szybciej z powodu ekscytacji.i zmęczenia.
Damian Rak







